Życie w Chinach – szukanie mieszkania

Szukanie mieszkania w Chinach jest bardzo ciekawym zagadnieniem, któremu należy się cały post. 🙃

Tej (nie)wątpliwej przyjemności było mi dane dostąpić dwa razy – w Szanghaju w 2008 i w Tianjin w 2012 roku. Czy wiele się zmieniło w ciągu tych czterech lat? Zdecydowanie nie!

Moje pierwsze mieszkanie w Chinach próbowałam znaleźć samodzielnie – bez pomocy agencji nieruchomości. W internecie znalazłam kilka stron typu craiglist czy shanghaiexpat i rozpoczęłam polowanie. Bezowocne oczywiście. Dopiero co skończyłam 21 lat, nigdy nie wyjeżdżałam poza Europę, moja znajomość angielskiego była okish a znajomości chińskiego nie było wcale 😉 Stać mnie było albo na rudery, albo na ładne kawalerki w dziwnych dzielnicach na obrzeżach miasta. Jak możecie sobie wyobrazić, chciałam unikać dojazdów do pracy metrem. Metro w Szanghaju nie jest tak złe jak na załączonym poniżej filmiku, ale też bywa tłoczno.

Tak tutaj troszkę narzekam, ale tak naprawdę bardzo lubię cały proces poszukiwania mieszkania za granicą, zwłaszcza kiedy dochodzi do ich oglądania. Można w ten sposób bardzo wiele nauczyć się o danym kraju, mieście i jego mieszkańcach. Można zobaczyć jak ludzie mieszkają, jak dekorują swoje domy, jaki mają stosunek do obcokrajowców.

Mieszkaniem, które najbardziej zapadło mi w pamięci była kawalerka w centralnej części Szanghaju. Cena była dobra – 3000 juanów, co w tamtym okresie było równe ok. 1000zł. Tak, to były piękne czasy, kiedy przelicznik PLN/CNY był równy 3 co oznaczało, że za złotówkę można było kupić 3 juany. Obecny kurs PLN/CNY to 1,6. Różnica jest ogromna. Pamiętam więc jak idę sobie obejrzeć tę kawalerkę. Jestem ogromnie podekscytowana, gdyż cena wynajmu jest atrakcyjna, usytuowanie mieszkania – fantastyczne, metraż całkiem niezły, a pokój na zdjęciu wyglądał bardzo ładnie. Cała uradowana, bez większych trudności dotarłam na miejsce. Pukam do drzwi. Drzwi otwiera młoda, modnie ubrana Chinka. ‘To dobry znak’ – pomyślałam sobie, mając nadzieję, że mieszkanie będzie choć w połowie jak atrakcyjne jak jego obecna lokatorka. Pokój prezentował się całkiem przyzwoicie – przestronny, urządzony meblami z Ikea, stosunkowo czysty. Niesamowicie się ucieszyłam, gdyż było to już czwarte czy piąte mieszkanie, które oglądałam. Proszę dziewczynę, aby pokazała mi kuchnie i łazienkę. “Kuchnia to bardziej coś w rodzaju aneksu kuchennego, łazienka jest dzielona” – odpowiedziała. Pomyślałam sobie, że to dziwne, bo przecież z klatki schodowej weszłam prosto do pokoju. Chinka nieśmiało otworzyła drzwi znajdujące się po przeciwnej stronie pokoju. Moim oczom ukazało się małe, ciemne, zimne pomieszczenie, bardziej przypominające skrytkę niż kuchnię. Weszłam do środka i ‘aneks kuchenny’ okazał się starą turystyczną kuchenką gazową z dwoma palnikami. Nie było garnków, czajnika, blatu, stołu, krzeseł, tylko ta kuchenka.

“A łazienka?” – zapytałam nieco zrezygnowana. “Tutaj” – powiedziała dziewczyna otwierając kolejne drzwi, tym razem znajdujące się na przeciwległej ścianie skrytko-kuchni. Musiałam wyglądać chyba na nieco przerażoną bo dziewczyna uśmiechnęła się do mnie mówiąc “no tak, nie jest zbyt ładnie, ale ile czasu spędza się w łazience?”. “Hmm wystarczająco dużo” pomyślałam sobie.

Zarówno toaleta jak i wanna były pokryte rdzą, miały kolor szaro-rudy i chropowatą fakturę. Ponadto, łazienka nie miała ogrzewania, więc było w niej przeraźliwie zimno (mieszkania szukałam w lutym). I tak stoję sobie pośrodku tej łazienki, totalnie zrezygnowana przekonując siebie, że wcale nie jest tak źle. Aż tu nagle otwierają się dni po przeciwnej stronie łazienki, których wcześniej nie zauważyłam. W drzwiach pojawia się chińskie małżeństwo w średnim wieku. Widząc mnie w środku kompletnie zamarli. Ja też zamarłam bo nie spodziewałam się nikogo wchodzącego do łazienki w ‘mojej’ kawalerce. Chińczycy szybko zamknęli drzwi, po czym słyszę odgłosy emocjonalnej rozmowy. Spytałam się dziewczyny kim są ci ludzie, a ona wytłumaczyła mi, że to sąsiedzi z którymi będę dzielić łazienkę i kuchnię. Po chwili drzwi ponownie się otwierają i oprócz małżeństwa w drzwiach widzę jeszcze babcię. Babcia zapytała o coś młodą Chinkę, i po chwili zniknęła w swoim mieszkaniu. Ja nadal stałam bez ruchu, nieco zdziwiona próbując to wszystko ogarnąć.

Nie minęła minuta, i do łazienki wchodzi uśmiechnięta babcia z małym dzieckiem. “Hey, ni hao, ni hao” – mówi, wręczając mi dziecko na ręce. Kompletnie zgłupiałam, a wtedy babcia wyciągnęła telefon i cyknęła nam fotkę. “Xie xie, xie xie ni” – powiedziała coś po chińsku kłaniając się mi grzecznie. Później okazało się że było to podziękowanie. “Xie xie, bye bye” – powiedziało chińskie małżeństwo delikatnie kiwając w moją stronę i szybko zamykając drzwi.

Dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie co się właśnie wydarzyło. Podziękowałam dziewczynie i powiedziałam, że się jeszcze zastanowię. Nie jest chyba wielką niespodzianką, że nie zdecydowałam się na wynajęcie tej kawalerki. Po obejrzeniu kolejnych dwóch mieszkań, poprosiłam kolegę z pracy, żeby pomógł mi znaleźć cokolwiek, bo ja byłam już nieco zrezygnowana. Z jego pomocą znalazłam małe dwupokojowe mieszkanko położone w tej samej dzielnicy Szanghaju w której pracowałam. W związku z tym, że w Chinach, prawie nic nie przebiega bez przygód i niespodzianek, tak i historia z wynajmem mojego mieszkania była dość interesująca.

Ale o tym napiszę w następnym poście. Zai jian! ✌🏽

Życie w Chinach (cz.1)

Po raz pierwszy do Chin wyjechałam w 2008. Był to mój pierwszy tak daleki wyjazd i od początku zostałam rzucona na głęboką wodę. Nie znałam chińskiego, mój angielski też nie był wtedy fantastyczny. Zanim wyjechałam do Chin podróżowałam troszkę po europie, ale też niewiele. W 2008 roku spędziłam w Chinach pół roku mieszkając w Szanghaju. Przez pierwsze 6 tygodni wzięłam udział w Winter School, czyli programie uniwersyteckim odbywającym się podczas wakacji zimowych, którego celem jest rozwinięcie poszczególnych zainteresowań i zdobycie dodatkowych punktów ECTS. Organizatorem mojego programu był Tonji University i Shanghai Star Training Center. W ramach programu codziennie uczęszczałam na zajęcia dotyczące ekonomii Chin, prowadzenia biznesu w Szanghaju, kultury Chin i survival Chinese. Dwa razy w tygodniu po zajęciach jechaliśmy odwiedzić duńskie firmy prowadzące działalność w Szanghaju i okolicznych miastach. Program był niesamowicie interesujący i pomagający poznać i zrozumieć codzienne problemy i realia prowadzenia biznesu w Chinach. Po ukończeniu programu większość uczestników wróciła do Europy, ja natomiast zostałam w Szanghaju, gdzie przez resztę swojego pobytu (4,5 miesiąca) odbywałam staż marketingowy w chińskiej firmie.

Pobyt w Szanghaju był dla mnie fantastyczną przygodą i początkiem mojej miłości do Państwa Środka. Zawsze uważałam, że mieszkając w Chinach można ten kraj albo okochać albo znienawidzić. Ze względu na ogromne różnice kulturowe między Chinami a Polską niewiele jest miejsca na uczucia w odcieniach szarości. Wielu znajomych, którzy podróżowali po Chinach nie zgadza się ze mną, ale ta moja teza odnosi się do mieszkania w Chinach, nie jedno- czy dwu-tygoniowych pobytów. Po miesiącu czy dwóch często nie można już patrzeć na noodle, smażony ryż, baozi, jiaozi czy inne chińskie przysmaki, którymi wcześniej zajadało się ze smakiem. Zaczyna brakować dobrego sera, mleka, chleba. Produkty te są w Chinach nie tylko bardzo drogie, ale również trudno dostępne, zwłaszcza w mniejszych miastach. A nawet jak już dopadnie się ten ser czy jogurt to smak też nie jest ten sam. Pamiętam jak po trzech miesiącach w Chinach odwiedziła mnie mama, która przywiozła mi słoik bigosu i polski chleb. Ten bigos z chlebem smakował wtedy jak niebo 😂

Podczas pierwszych zajęć z chińskiego nauczycielka wybrała dla mnie chińskie imię ‘Aiwa’ i tak od tej pory przedstawiałam się Chińczykom, którzy mieli problem z wymową mojego polskiego imienia. Chińczycy czasami się śmiali z mojego imienia pytając skąd je wytrzasnęłam. Mogłabym zapytać o to samo, kiedy przedstawiał(a) mi się kolejny Romeo, Robinson, Ross, Joey, Honey, Sunshine, Hawaii czy Garfield. Tak to prawda, jedna Chinka (!) wybrała sobie właśnie takie imię. Na moje pytanie ‘dlaczego?’ odpowiedziała, że Garfield to jej ulubiona postać i był to dla niej oczywisty wybór. Can’t argue with that, I guess 🙃

Ponownie do Szanghaju wybrałam się w 2013 roku i byłam zaskoczona tym jak bardzo to miasto zmieniło się w ciągu tych pięciu lat. Okolica w której mieszkałam przez pierwsze tygodnie pobytu została przebudowana nie do poznania. Spacerowałam po niej przez kilka godzin próbując odnaleźć hotel w którym początkowo mieszkałam. Bez żadnego rezultatu. Również stosunek Chińczyków do obcokrajowców bardzo się zmienił. W 2008 jako blondynka o jasnej skórze byłam w Szanghaju nie lada atrakcją. Mimo że w mieście mieszkało sporo obcokrajowców, byli to głównie biznesmeni w średnim wieku. Młoda dziewczyna pracująca i mieszkająca sama w Szanghaju należała raczej do rzadkości. Turystów też było znacznie mniej niż teraz. Dlatego też Chińczycy często zatrzymywali mnie na ulicy prosząc o wspólne zdjęcie lub robili mi to zdjęcie z ukrycia myśląc, że tego nie widzę 🙈

To tyle na dzisiaj 🙂 Więcej o Chinach napiszę w kolejnych postach. Zai jian!

Zakwaterowanie w UK

W Wielkiej Brytanii mieszkam z przerwami już 4 lata – 1,5 roku w Szkocji oraz 2,5 roku w Anglii. W Szkocji najpierw mieszkałam w uniwersyteckim akademiku  a następnie wynajmowałam studio zarządzane przez uniwersytet. W Anglii natomiast wraz ze znajomymi wynajmujemy prywatny dom.

Poniżej opisuję realia związane z wynajmowaniem pokoju w akademiku oraz mieszkaniu prywatnym.

Pokój w akademiku

  • przyznawane na zasadzie “kto pierwszy ten lepszy”, dlatego o pokój należy aplikować o odpowiednio wcześniej.
  • zazwyczaj należy wypełnić ogólną aplikację, w której podaje się kilka akademików. Uniwersytet przydzielając miejsce w akademiku bierze pod uwagę podane preferencje
  • koszt wynajęcia pokoju w akademiku zależy od miasta (Londyn jest oczywiście najdroższy, dlatego warto to brać pod uwagę wybierając uniwersytet w Anglii) jego lokalizacji, od rodzaju pokoju (‘single’ czy ‘shared’) oraz od tego czy pokój ma prywatną czy dzieloną łazienkę
  • ceny zaczynają się od ok. £80/tydzień za miejsce w pokoju z dzieloną łazienką poprzez £110-180/tydzień za pojedynczy pokój z prywatną łazienką do £150-240/ tydzień za własne studio
  • powyższa cena wynajmu zawiera wszystkie rachunki oraz ubezpieczenie (czasem nawet sprzątanie). W przypadku studia cena nie zawsze zawiera rachunki. Wynajmując studio w Edynburgu dodatkowo płaciłam za elektryczność i gaz.
  • domy i budynki mieszkalne w Anglii są często stare i posiadają słabą izolację, co sprawia, że jest w nich zimno. Ogrzewanie domu/mieszkania jest stosunkowo drogie i może wynosić nawet ok. £30-50/miesiąc na osobę.
  • akademiki to zazwyczaj droższa opcja zakwaterowania niż pokój w mieszkaniu studenckim
  • w przypadku wynajmowania pokoju w akademiku zazwyczaj wymagane jest podpisanie umowy na okres roku lub 9-10 miesięcy (okres roku akademickiego z wyłączeniem miesięcy wakacyjnych). Jeśli chcemy się wyprowadzić przed końcem umowy, musimy znaleźć kogoś na nasze miejsce
  • istnieją akademiki z wyżywieniem (zapewniające śniadania + obiadokolacje). Są one oczywiście odpowiednio droższe, ok. £60-80/tygodniowo
  • w większości akademików znajduje się pralka i suszarka, niektóre mieszkania, zdarza się jednak, że np. samodzielne studia nie posiadają pralki i konieczne jest wtedy korzystanie z pralni zewnętrznej. Cena za jedno pranie to ok. £1.5 – £4 w zależności od wielkości pralki.
  • wszelkie uszkodzenia i usterki niepowstałe z winy wynajmującego są naprawiane przez akademik
  • Przykładowo podaję adres strona akademików Uniwersytetu w Edynburgu: http://www.accom.ed.ac.uk/for-students/ 

Morgan Court w Edynburgu, pokój pojedynczy z prywatną łazienką, cena ok. 115 funtów/tydzień

Morgan Court w Edynburgu, kuchnia w mieszkaniu 3 lub 5-osobowym

Morgan Court w Edynburgu, budynek z zewnątrz

Typowa łazienka w brytyjskim akademiku

Pokój w prywatnym mieszkaniu studenckim

  • zazwyczaj tańsze od akademików, cena wynajmu pokoju waha się od ok. £60- 90/ tydzień w mniejszym mieście do ok. £90-160/tydzień w Londynie za pojedyńczy pokój
  • rachunki za wodę, elektryczność, gaz i internet nie są zawarte w cenie wynajmu pokoju. Zazwyczaj wynoszą one ok. £30-50/miesiąc na osobę w mieszkaniu 3-4 pokojowym poza okresem grzewczym.
  • domy i mieszkania 3-4 pokojowe zazwyczaj posiadają jedną łazienkę
  • w przypadku wynajmowania pokoju w prywatnym mieszkaniu studenckim wymagane jest podpisanie umowy na okres roku. Jeśli chcemy się wyprowadzić przed końcem umowy, musimy znaleźć kogoś na nasze miejsce.
  • zwykle jest wymagany depozyt w wysokości 1 miesiąca wynajmu, który jest zwracany po zakończeniu umowy.
  • jeśli mieszkanie jest wynajmowane poprzez agencję nieruchomości wtedy wszelkie uszkodzenia i usterki niepowstałe z winy wynajmującego są naprawiane przez właściciela na jego koszt.
  • te strony polecam, jeśli szukasz pokoju w mieszkaniu prywatnym: Gumtree, SpareRoom, Airbnb, EasyRoommate, Zoopla oraz RightmoveStudents.

Przyjemne i skuteczne sposoby nauki języka obcego

Najlepszym sposobem na naukę języka jest immersja i częsty konktakt z językiem w życiu codziennym. Nie zawsze jednak jesteśmy w stanie wyjechać za granicę, jednak istnieją sposoby, żeby nie ruszając się z Polski używać języka obcego.

Tandem językowy – czyli po prostu wymiana językowa, polega na znalezieniu osoby chętnej do nauki języka, który znasz bardzo dobrze, oraz która doskonale zna język, którego chcesz się nauczyć. Jeśli jesteś studentem zajrzyj do biura współpracy z zagranicą i poproś o przedstawienie Cię studentom pochodzącym z kraju, którego języka chcesz się nauczyć. Możecie ustalić, że spotykacie się dwa razy w tygodniu na dwie godziny i podczas spotkania poświęcacie odpowiednio godzinę czasu na naukę każdego języka. Drugą opcją jest spotykanie się dwa razy w tygodniu, gdzie całe spotkanie poświęcone jest jednemu językowi, i tak na przemian.

Zakładając, że uczycie się europejskiego języka wielką pomocą w nauce mogą okazać się studenci Erasmusa. Jeśli znacie któregoś osobiście – zaproponujcie jemu/jej tandem językowy. Jeśli nie macie takich kontaktów, proponuję wybrać się na wybraną uczelnię i zostawić namiary na siebie na ścianie z ogłoszeniami. Wielu młodych ludzi chce się nauczyć choć podstaw języka polskiego (bądź podszkolić j. angielski – zwłaszcza Erasmusi z Hiszpanii, Włoch czy Francji), więc nie powinniście mieć większych kłopotów ze znalezieniem osób chętnych do udziału w wymianie językowej. Inne korzyści płynące ze znajomości ze studentami Erasmusa to spotkania i imprezy, podczas których z pewnością znajdziecie wiele możliwości praktykowania języka 😉

Couchsurfing to internetowa społeczność zrzeszająca ludzi z całego świata, którzy oferują i korzystają z darmowego zakwaterowania w mieszkaniach członków społeczności. Jednak Couchsurfing to nie tylko miejsce w którym znajdziemy darmowy nocleg, jest to również, a może przede wszystkim, platforma umożliwiająca wymianę kulturową między jej członkami. W wielu miastach regularnie odbywają się spotkania w ramach Couchsurfingu na które przychodzą zarówno miejscowi członkowie grupy jak i obcokrajowcy przebywający w danym momencie w Polsce. Ponadto, miłośnicy języków, których na Couchsurfingu nie brakuje, często organizują spotkania poświęcone danemu językowi np. językowi włoskiemu, podczas którego rozmawia się wyłącznie po włosku.

LiveMocha – był fantastycznym portalem, który nie tylko oferował darmowe kursy językowe, nie również umożliwiał nawiązanie znajomości z osobami z całego świata. Część ćwiczeń wykonywanych w ramach kursu była sprawdzana przez osoby biegle władające danym językiem. Ponadto, dzięki możliwości nawiązania bezpośredniego kontaktu z takimi osobami, LiveMocha dawała możliwość ćwiczenia tych umiejętności, które trudno jest rozwinąć ucząc się języka samemu czyli mówienia i rozumienia ze słuchu. Niestety, portal LiveMocha został kupiony przez firmę Rosetta Stone a następnie zamknięty w kwietniu 2016. Programy, które obecnie oferują podobne rozwiązanie to np. Busuu czy Lang-8, ale z żadnym z nich nie miałam kontaktu w kontekście wymiany językowej.

Oglądanie seriali w oryginalnej wersji językowej – czyli bardzo prosty, przyjemny i darmowy (bądź niedrogi, jeśli używamy Netflixa) sposób na codzienny kontakt z językiem. Moim zdaniem najlepiej jest, zwłaszcza w przypadku osób początkujących, oglądać seriale z napisami w oryginalnym języku. Na początku może się wydawać, że niewiele z tego rozumiemy jednak słownictwo używane w serialach często się powtarza i jest stosunkowo ograniczone, dlatego szybko zaczniemy rozumieć najpierw pojedyncze słówka, proste wyrażenia, a w końcu całe zdania. A do tego miło spędzimy czas bez poczucia winy, w końcu oglądamy seriale w celu edukacyjnym 😉

Powodzenia!

 

 

Tanie (lub darmowe) kursy włoskiego we Włoszech

Czyli jak nauczyć się szybko włoskiego nie wydając fortuny!

We Włoszech na kursie językowym byłam już 4 razy, jednak nigdy nie zapłaciłam pełnej ceny za kurs. Poniżej opisuję jak to zrobiłam.

Za pierwszym razem wyjechałam do miasteczka Salerno na południu Włoch, gdzie za 4-tygodniowy kurs i zakwaterowanie zapłaciłam jedynie 50% ceny, gdyż otrzymałam stypendium z Włoskiego Instytutu Kultury w Krakowie. Instytut ma listę szkół języka włoskiego oferujących co roku stypendia w wysokosci 100%, 50% i 30% ceny kursu studentom z Polski na zasadzie “kto pierwszy ten lepszy”. Obecnie stypendia dostępne są tylko dla uczestników kursów włoskiego organizowanych przez Instytut, może jednak coś się w tej kwestii wkrótce zmienić.

W Bolonii spędziłam 3 miesiące nie płacąc ani grosza za kurs ani zakwaterowanie – jak to zrobiłam? Wysłałam swoje CV do wielu szkół językowych proponując swoją pracę (wykonanie tłumaczeń, marketingu i promocji szkoły na polskim rynku) w zamian za kurs i zakwaterowanie. Po tygodniach poszukiwań znalazłam wspaniałą szkołę, która zdecydowała się na współpracę ze mną.

W Rimini płaciłam 50% za 2-tygodniowy kurs, ponownie dzięki stypendium Instytutu w Krakowie. Tanie zakwaterowanie załatwiłam sobie sama – najpierw przez CouchSurfing (o CouchSurfingu będzie osobny post) znalazłam osobę, która mnie gościła przez kilka dni za darmo. W tym czasie szukałam jakiegoś taniego pokoju. Na szczęście dla mnie okazało się, że współlokatorka mojego hosta wyjechała na wakacje do swojego rodzinnego miasta i z chęcią przystała na moją propozycję zapłacenia jej 200 euro za wynajem swojego pokoju na miesiąc. Może się to wydawać dużo, jednak za pokój jednoosobowy w samym centrum miasta, w środku letniego sezonu, niedaleko plaży cena ta była bardzo atrakcyjna.

Za mój ostatni 2-tygodniowy kurs w Sanremo – również   zapłaciłam jedynie połowę ceny za kurs. Tym razem nie korzystałam ze stypendium Instytutu w Krakowie, gdyż spóźniłam się z aplikacją o kilka miesięcy 😉 Kursu zaczęłam szukać na początku czerwca, więc jeszcze przed sezonem. Szkoły językowe we Włoszech nie mają wtedy wielu studentów, dlatego każdy nowy uczeń jest dla nich bardzo wartościowy. Załóżmy, że szkoła ma już 3 studentów na każdym poziomie – zysk z tych kilku studentów jest stosunkowo niewielki a koszty stałe dość wysokie – bez względu na liczbę uczniów szkoła musi płacić pensję nauczycielom i recepcjonistce, zapłacić rachunki za elektryczność, za wynajem lokalu, etc. – dlatego też każdy następny uczeń to dla szkoły dodatkowy zarobek, bez względu na to czy zapłaci 100% czy tylko część ceny kursu. Dlatego napisałam do kilku szkół prosząc o zniżkę, i jedna z nich się do mnie odezwała oferując 50% zniżki 🙂

Jeśli marzysz o kursie językowym we Włoszech (czy innym kraju), ale nie masz na taki kurs odpowiednich funduszy – skorzystaj z moich pomysłów 🙂 Powodzenia!

CHINEASY – czyli, czy nauka chińskiego może być łatwa?

Podczas pierwszej wizyty w Chinach w 2008 roku obiecałam sobie, że kiedyś nauczę się chińskiego. W 2011 roku postanowiłam spełnić swoją obietnicę i rozpoczęłam intensywną naukę języka Państwa Środka – w mniej niż dwa lata zdołałam osiągnąć poziom średniozaawansowany/zaawansowany HSK 5 (poziom C1 w europejskiej skali CEFRL) rozpoczynając naukę od zerowej znajomości języka.

Kiedy ktoś dowiaduje się, że znam chiński często słyszę komentarze w stylu: “musisz być niezwykle mądra”, “na pewno masz talent do języków”, “te krzaczki wydają się takie skomplikowane, jak tego można się nauczyć”? W takich sytuacjach uśmiecham się i tłumaczę, że wcale nie mam żadnych specjalnych zdolności językowych, a chińskiego nauczyłam się dzięki ciężkiej pracy i determinacji. Język chiński, jak każdy inny, ma aspekty łatwe do nauczenia – jak np. gramatyka i słowotwórstwo, oraz nieco trudniejsze – jak tony i znaki. Dla mnie znaki, czy jak niektórzy mówią “krzaczki”, to najpiękniejsza część języka chińskiego. Wbrew pozorom, “w tym szaleństwie jest metoda” i znaków można nauczyć się stosunkowo łatwo jeśli ktoś zdecyduje się poświęcić na naukę sporo czasu.

Powyżej załączam filmik, na którym ShaoLan Hsueh, autorka słynnej książki “Chineasy”, opowiada o opracowanej przez siebie nowatorskiej metodzie nauki czytania po chińsku. Metoda ta polega na przekształceniu znaków w piktogramy, które łatwo skojarzyć i zapamiętać. Książkę “Chineasy” mam w języku angielskim. Kupiłam ją po dwóch latach nauki chińskiego, bardziej z ciekawości niż potrzeby, więc nic nowego się z niej nie nauczyłam. Myślę jednak, że jest to interesująca i wartościowa propozycja dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z językiem. Książka w niezwykle piękny i przejrzysty sposób pomaga nauczyć się podstawowych elementów pisma i prostych znaków, dzięki którym czytelnik będzie mógł budować nowe, bardziej skomplikowane znaki i wyrażenia w języku chińskim. Są pewne elementy metody, które mi się nie podobają, ale o tym szczegółowo napiszę w innym poście. 再见 (zài jiàn)!Do zobaczenia! 🙂

Moje kursy włoskiego we Włoszech – gdzie, jak długo, jaki efekt?

Niektórym na samą myśl o Włoszech szybciej bije serce. Wspaniała architektura, piękne i gorące plaże, jedzenie za które można dać się pokroić i mężczyźni dla których łatwo stracić głowę  Wielu marzy o tym, aby nauczyć się języka Dantego, który wielu osobom przypomina muzykę. Tak było z bohaterką książki “Jedz, módl się i kochaj”, tak było też ze mną. W ciągu zaledwie czterech miesięcy nauki włoskiego we Włoszech zaczynając od zera osiągnęłam poziom znajomości B2/C1 i byłam w stanie swobodnie posługiwać się językiem. Zaznaczę, że nie uczyłam się włoskiego poza kursem we Włoszech i tak naprawdę poświęcałam bardzo niewiele czasu na naukę w domu.

Za pierwszym razem pojechałam do uroczego miasteczka Salerno, leżącego na południu Włoch na przepięknym wybrzeżu Amalfi. Podczas 4-tygodniowego kursu nauczyłam się podstaw gramatyki oraz słownictwa pozwalającego na przeżycie we Włoszech. Byłam w stanie kupić ulubione lody, zamówić kawę, przedstawić się i przeprosić za to, że nie umiem dobrze mówić po włosku 😉 Szkoła do której uczęszczałam zapewniała swoim uczniom zakwaterowanie – aby zaoszczędzić zamieszkałam w pokoju dwuosobowym w mieszkaniu studenckim. Współlokatorką okazała się być Polka – przemiła osoba, niestety wpłynęło to negatywnie na szybkość nauki, gdyż jak łatwo się domyśleć wiele czasu spędziłam rozmawiając po polsku. Kurs ukończyłam na poziomie A1/A2.

Po roku wyjechałam do Bolonii położonej w regionie Emilia-Romagna, gdzie spędziłam 3 miesiące pracując w szkole językowej i ucząc się włoskiego. Podczas tego pobytu mieszkałam z dwoma Włochami i Niemką uczącą się włoskiego, dlatego codziennie po zajęciach miałam kontakt z językiem. Pod koniec kursu zdałam wewnętrzny egzamin za który otrzymałam certyfikat znajomości włoskiego na poziomie C1. Byłam wtedy w stanie swobodnie rozmawiać o police czy ekonomii.

Po roku wyjechałam do Bolonii położonej w regionie Emilia-Romagna, gdzie spędziłam 3 miesiące pracując w szkole językowej i ucząc się włoskiego. Podczas tego pobytu mieszkałam z dwoma Włochami i Niemką uczącą się włoskiego, dlatego codziennie po zajęciach miałam kontakt z językiem. Pod koniec kursu zdałam wewnętrzny egzamin za który otrzymałam certyfikat znajomości włoskiego na poziomie C1. Byłam wtedy w stanie swobodnie rozmawiać o police czy ekonomii.

Po dwuletniej przerwie i całkowitego braku kontaktu z językiem wybrałam się na wakacje do Rimini, gdzie uczęszczałam na dwutygodniowy kurs włoskiego na poziomie B2. Jak można się łatwo domyśleć, mój poziom znajomości włoskiego bardzo się obniżył ze względu na nieużywanie języka. Podczas pobytu w Rimini mieszkałam z Włochami więc swoboda w posługiwaniu się językiem w życiu codziennym dość szybko wróciła, jednak nad gramatyką musiałam sporo popracować. Po ukończeniu kursu zostałam w Rimini na kolejne dwa tygodnie ciesząc się słoneczną pogodą, włoskim jedzeniem i możliwością ćwiczenia i używania języka sytuacjach dnia codziennego.

Mój ostatni 2-tygodniowy kurs we Włoszech odbył się w Sanremo – w mieście znanym ze słynnego festiwalu muzyki. Kurs miał na celu odświeżenie mojej znajomości języka oraz poprawienie gramatyki. Tym razem nauczona doświadczeniem starałam się ćwiczyć mój włoski podczas kolejnymi wizytami we Włoszech. Oglądałam włoskie filmy, czytałam włoskie książki, chodziłam na spotkania Couchsurfing na których mówiło się jedynie w języku włoskim oraz używałam programu LiveMocha, który umożliwiał mi kontakt z osobami mówiącymi po włosku.

Jeśli marzysz o kursie językowym we Włoszech (czy innym kraju), ale nie masz odpowiednich funduszów zapraszam tutaj –> Tanie Kursy Włoskiego , gdzie możesz dowiedzieć się jak wyjechać na tani lub nawet darmowy kurs włoskiego za granicę  Powodzenia!

Studia w Danii

Dania oferuje szeroką gamę interesujących kierunków, które można studiować zarówno na uniwersytetach jak i dwuletnich collegach. Większość, jeśli nie wszystkie, uczelni duńskich posiada w swojej ofercie studia w języku angielskim. Ja studiowałam Marketing Management w Business Academy Aarhus i Business Administration and Modern Languages na Aarhus University (Aarhus School of Business and Social Sciences). Marketing Management oferowane przez BAA są studiami 2-letnimi po których uzyskuje się tutuł Academic Professional Degree – jest to wykształcenie wyższe zawodowe. W czasie studiów należy zdobyć 120 punktów ECTS: dużo pracuje się w grupach, nauka polega przede wszystkim na dyskusjach oraz zdobywaniu umiejętności poprzez praktykę. Pierwsze egzaminy odbyły się w sesji letniej, pod koniec roku akademickiego – czyli Ci, którzy nie czują się super komfortowo ze swoim angielskim mają cały rok na nabranie pewności i swobody w komunikowaniu się w tym języku 🙂

Po 3 semestrach należy znaleść sobie praktykę, najlepiej za granicą. Ja swoją znalazłam we własnym zakresie za pośrednictwem internetu. I tym sposobem w 2008 roku po raz pierwszy wyjechałam do Szanghaju, gdzie spędziłam fantastyczne 6 miesięcy. Moja uczelnia nagradzała dobrych studentów – otrzymałam stypendium w wysokości 7,500 zł, które pomogło mi sfinansować mój wyjazd do Chin. Było to jedno z najwyższych stypendiów wtedy przyznawanych, ale dość sporo innych studentów otrzymało stypendium w wysokości 2,500 zł bądź 5,000 zł. Nauka czasem popłaca 😉 Podczas praktyk pracuje się nad pracą dyplomową – moją było opracowanie business plan firmie, w której pracowałam.

Po tych 2-letnich studiach można kontynuować naukę na uniwersytecie (opcja “top-up degree”). Są 3 opcje do wyboru – licencjata można zrobić w rok, w 1,5 roku bądź 2 lata. Podczas top-up degree należy zdobyć kolejnych 60 punktów ECTS, dlatego im krótszy okres studiów uzupełniających, tym bardziej intensywny program. Ja wybrałam opcję 2 letnią, gdyż chciałam mieć czas na naukę j.duńskiego, na ukończenie studiów w Polsce w trybie eksternistycznym oraz na pracę w Danii na pół etatu. Jeśli ktoś chciałby studiować na jednej z wymienionych przeze mnie uczelni bądź generalnie w Danii chętnie posłużę radą.

Więcej informacji na temat studiowania i życia w Danii: http://studyindenmark.dk (w języku angielskim).

New York, I Miss You!

Pamiętam dokładnie jak rok temu przygotowywałam się do Wigilii a w głowie miałam tylko Nowy Jork i mnóstwo pytań – gdzie będę mieszkać? Z kim? Czy spodoba mi się uniwersytet? Czy poznam fajnych ludzi? Teraz uśmiecham się do swoich wspomnień planując wyjazd do San Francisco – w głowie w zasadzie te same pytania, ale znacznie mniejsza niepewność.

Od zawsze chciałam wyjechać do Stanów i pomieszkać tam jakiś czas. Na własnej skórze przekonać się czy życie tam podobne jest do tego z filmów. Być może przeżyć swój ‘American Dream’ 🙂 . Jednak wszyscy wiemy jak ciężko jest nam, Polakom, legalnie wyjechać do USA w celu innym niż turystycznym. Jako nastolatka myślałam o wyjeździe w ramach programu au pair albo work & travel, jednak ostatecznie się nie zdecydowałam, sama nie wiem dlaczego. Kurs językowy czy studia w Stanach były zdecydowanie za drogie (teraz już wiem, że są dostępne stypendia, trzeba ich tylko poszukać – o tym napiszę innym razem), wyjazd do pracy dla młodego człowieka bez odpowiedniego wykształcenia (zwłaszcza tech) jest niesamowicie trudne. W końcu jednak, w styczniu 2016 roku wylądowałam na lotnisku JFK w Nowym Jorku, żeby zasmakować życia w tym cudownym mieście jednocześnie pracując nad moim doktoratem jako Visiting Scholar na Columbia Law School. Bo w życiu wszystko jest kwestią priorytetów 😉