Dziś postanowiłam napisać o swoim doświadczeniu związanym z językiem mandaryńskim. Otrzymałam wiadomość od jednego z moich obserwatorów, który pytał o to jak szybko i w jaki sposób nauczyłam się chińskiego. Ten post będzie napisany w formie odpowiedzi na pytania, które zadał mi Przemek.

Zaczynamy:

Czy języka uczyłaś się sama, czy chodziłaś na jakieś konkretne kursy?

Początek mojej przygody z językiem chińskim mogę porównać do skoku na głęboką wodę – było z rozmachem, wymagająco i bez wcześniejszego przygotowania. Mandaryńskiego zaczęłam uczyć się na stosunkowo intensywnym kursie językowym w ramach studiów LLM in Law and Chinese na uniwersytecie w Edynburgu. Miałam ok. 6-8 godzin zajęć tygodniowo (być może było ich nawet 8-9 w niektórych semestrach, ale nie pamiętam dokładnie), na każde zajęcia trzeba było przyjść przygotowanym a w każdy poniedziałek nasza lektorka raczyła nas testem sprawdzającym czy wystarczająco dobrze opanowaliśmy znaki i gramatykę z poprzedniego tygodnia. Moja grupa liczyła 10 studentów a ja byłam jedyną osobą, która przed rozpoczęciem kursu nie miała praktycznie nic wspólnego z językiem chińskim (był jeden chłopak który tak jak ja był początkującym od zera jednak on znał biegle japoński co bardzo pomaga w nauce pisma).


Ile czasu dziennie poświęcałaś na naukę języka i czy robiłaś to regularnie?

Pierwsze kilka miesięcy nauki chińskiego były naprawdę intensywne – na naukę w domu poświęcałam co najmniej 3-4 godzinny dziennie 5-6 dni w tygodniu. Mimo że moja grupa miała być grupą początkujących, większość osób uczyła się wcześniej chińskiego, dlatego dość szybko przerabialiśmy zaplanowany materiał. W ciągu tych pierwszych miesięcy najbardziej skupiałam się na nauce znaków i pisaniu oraz opanowaniu pinyin (transkrypcji standardowego języka mandaryńskiego). Szybko zauważyłam, że najlepiej zapamiętuję znaki pisząc je –  jeśli napisałam dany znak wystarczającą ilość razy, w pewnym momencie moja ręka automatycznie wiedziała np. w jakiej kolejności należy napisać odpowiednie elementy znaku. Dlatego też często było tak, że godzinami oglądałam sobie jakiś serial ćwicząc pisanie znaków. Zdarzało mi się oglądać np. Przyjaciół czy Scrubs (polecam – jeden z moich ulubionych seriali :D) przez 5 godzin non-stop ćwicząc przy tym pismo chińskie.  Ucząc się chińskiego tą metodą bardzo szybko zaczęłam robić postępy i często na testach wypadałam lepiej niż osoby w pewnym stopniu znające już język. W drugim semestrze uczyłam się już nieco mniej intensywnie (leń ze mnie niestety nieprzeciętny :() jednak zawsze poświęcałam na indywidualną naukę jakieś 2 godziny dziennie. Na trzecim semestrze wyjechałam do Chin i tutaj niestety naukę poza szkołą ograniczyłam do minimum, czyli odrobienia pracy domowej i ewentualnego przygotowania się do testu. Wydawało mi się, że jeśli wychodzę i używam mandaryńskiego na co dzień np. w taksówce, restauracji czy w sklepie to nie muszę już uczyć się języka w domu. Praktyka czyni mistrza, prawda? W przypadku Chińskiego jedynie połowiczna. Rzeczywiście moja płynność mówienia po chińsku poprawiła się diametralnie – po tych kilku miesiącach w Chinach byłam w stanie swobodnie rozmawiać po chińsku na tematy życia codziennego. Jednak, tempo nauki nowych słów było znacznie wolniejsze, o znakach nie wspominając. Mogę się mylić, ale myślę, że mandaryński nie jest językiem którego można się nauczyć od tak, „na ulicy”, zwłaszcza jeśli nie ma się na to kilku lat. Chińskiego najlepiej uczyć się wieloaspektowo – z podręcznika, z filmów, z książek uzupełniając to rozmowami z native speakerami.


Czy oprócz książki Chineasy pomagałaś sobie w nauce na inne sposoby?

Oczywiście! Chineasy odkryłam jak już znałam chiński stosunkowo dobrze i traktowałam ją raczej jako ciekawostkę. Książkę polecam tym co dopiero zaczynają przygodę z chińskim, żeby mogli oni w ekspresowym tempie zapoznać się z pięknem chińskiego pisma. Gwarantuję, że po przestudiowaniu książki będziecie chcieli zacząć uczyć się chińskiego i to już, tu i teraz! Chineasy nie jest dla mnie natomiast wystarczająco rzetelna, żeby polecić ją jako główne i podstawowe źródło do nauki chińskiego, nawet na początku.

Na uniwersytecie pracowaliśmy na podręczniku New Practical Chinese Reader – książka jest łatwo dostępna w księgarniach internetowych. Bardzo polecam ten podręcznik, gdyż został opracowany pod kątem państwowego egzaminu języka chińskiego “HSK”. Ponadto, stosuje on metodę, której nie znalazłam w innych podręcznikach, mianowicie skupia się on na nauce znaków, raczej niż słownictwa. Podręcznik w sposób taktyczny i przemyślany wprowadza studenta krok po kroku w świat chińskiego pisma – najpierw przedstawia mu proste i podstawowe znaki, aby na ich podstawie zbudować zrozumienie języka by później zapoznać studenta z trudniejszymi znakami. New Practical Chinese Reader rozwinął moją fascynację „krzaczkami” i pozwolił mi lepiej poznać logikę chińskiego pisma. W NCPR fajne jest też to, że w internecie można znaleźć dużo materiałów dodatkowych dostosowanych do treści podręcznika i przyjemnie je uzupełniających jak np. filmiki, które można znaleźć na YouTube powstałe na podstawie dialogów zawartych w NCPR:

Uważam jednak, że nauka oparta wyłącznie na NPCR jest niewystraczająca – tak jak powiedziałam, książka skupia się na znakach a nie na budowaniu przydatnego słownictwa, dlatego polecałabym wzbogacić naukę np. jakąś aplikacją na telefon, której głównym celem jest systematyczna budowa słownictwa i praktyczna nauka języka.

W App Store można już znaleźć kilkanaście różnych aplikacji, które mają na celu ułatwić naukę mandaryńskiego. Ja mogę polecić kilka np. ChineseSkill, Memrise czy HelloChinese.

Ponadto, ja dość szybko bo już po roku nauki zaczęłam oglądać chińskie seriale wspierając się napisami w języku chińskim. Z początku niewiele rozumiałam, jednak w serialach używa się bardzo prostego języka i ograniczonej liczby słów, dlatego dość szybko uczyłam się nowych słówek, które później non-stop przewijały się w danym serialu.

Jeśli macie jakieś pytania na temat nauki chińskiego lub innego języka z chęcią na nie odpowiem 🙂 Pozdrawiam!

  • Share:
Inline

Inline